Podziwiam ludzi, którzy dużo czytaja.
Od kilku dobrych lat, szukam inspiracji książkowych w szeroko pojętym internecie. Są tam bogate kopalnie diamentów i pospolitego węgla (nie wiem czy obecnie, to nie jest niewłaściwe określenie) z których można czerpać i czerpać, jak ze studni bez dna…nieustannie odkrywając nowe blogi i vlogi, poświęcać im długie godziny, gubić się w mnogości oferty, a co z tym idzie mieć w sumie mniej czasu na samo czytanie. Złapałam się na ten haczyk, latając od bloga do vloga i na odwrót. Zajęło mi trochę, oddzielenie ziarna od plew, tu nic nie jest oczywiste i tak naprawdę często promowane są książki najnowsze, wydane przed miesiącem lub dwoma, jak bumerang powracające na każdym przeglądanym blogu czy vlogu. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, ze wszyscy jak jeden mąż sięgają po te same pozycje. Owszem byłam swietnie zorientowana w nowościach umiejętnie zachęcona, wiedziałam co i gdzie kupić… co fajne świeżutkie i pachnące farba. Ale nie o to mi chodz...